wtorek, 19 marca 2013

Moja ukochana ma na imię Poduszka!

Świebodzice, luty 2013

Całkiem niedawno oglądałem film o huraganach i tornadach. Potęga i moc! Wichura gnająca blisko 500 kilometrów na godzinę! Wprost nie do pojęcia. Zrywa dachy, burzy domy, wyrywa drzewa z korzeniami. Napawa lękiem i budzi grozę.

Najbardziej jednak poruszyła mnie historia wróbli. Gdy ptaki podrywają się do lotu, huragan je wsysa jak ogromny odkurzacz i porywa ze sobą. Wirują w zamkniętym kręgu dzień po dniu, wciąż dookoła, bez chwili wytchnienia. Aż w końcu rozbijają się o skały lub inne naturalne przeszkody.

Film się skończył, minęło parę godzin, mimowiednie nasunęły mi się refleksje. Pomyślałem o tempie w jakim żyję, o tym, że właściwie mój los w niczym się nie różni od losu wróbli uprowadzonych przez huragan. Dzień po dniu kręcę się wokół całego mnóstwa spraw, które na koniec okazują się nic nie warte. Ogarnęło mnie wówczas uczucie straty, nieodwracalności, bezsensownego przemijania, życia bez uzasadnienia – po prostu po nic...

Wydaje mi się to, o tyle znamienne, że przecież sam niejednokrotnie podejmowałem ten temat w swoich książkach, szczególnie w Sugestiach słowa. Przychodzi mi tu na myśl choćby porównanie zainspirowane przez Friedemanna Schulza von Thuna, wedle którego ludzie żyjący w bezustannym pędzie, przypominają cyrkowców obracających talerzami na długich tyczkach. Talerzy i tyczek przybywa, wszystko się kręci i wiruje, człowiek biega od talerza do talerza - a tego, któremu grozi upadek, stara się jak najszybciej wprawić w odpowiedni ruch. Po chwili zaś szuka następnego, którym mógłby się zająć.

No właśnie, sporo tu do przemyślenia... Oczywiście trzeba pracować, zarabiać, z czegoś żyć, ale zastanawia mnie coś zgoła innego: kim uczyniła mnie moja praca? Bo nieraz mam wrażenie, że jestem niewolnikiem tyrającym od rana do wieczora za kromkę chleba i dach nad głową.

Oczywiście za tym wszystkim kryje się strach, lęk o przyszłość... Zakulisowi dysponenci rzeczywistości - wielka finansjera i prostytuujący się z nią politycy – zmierzają w sposób oczywisty do tego, by zniewolić społeczeństwo, zamienić w stado zwierząt pociągowych. Temu celowi posłużyła rozbiorowa prywatyzacja, czy - w szerszym zakresie - szumnie tak zwana globalizacja.

Tylko dlaczego ja sam, jako człowiek, daje się tak łatwo zastraszyć?      Przecież już nigdy nie powtórzy się ani jedna chwila z mojego życia. Dlaczego pozwalam się ograbiać z czasu, który kiedyś poświęcałem na lekturę, rozmyślania – na rozwój i duchowe sam na sam? Nie należę przecież do osób, które obawiają się pozostać ze swoimi myślami i gdy nie ma nikogo w pobliżu natychmiast włączają telewizor albo dzwonią do znajomego, by godzinami wisieć na słuchawce. Wobec złodziei czasu stawiam sprawę jasno: jeśli nie masz co robić, nie rób tego ze mną! Więc dlaczego wciąż brakuje mi wolnych chwil? Dlaczego biegam od jednego do drugiego, a przy tym jeszcze rozglądam się za trzecim?...

Niestety, znajduje tylko jedną odpowiedź: to kwestia mojego osobistego wyboru! Nieraz czuję się takim małym, głupim wróbelkiem, który słysząc wyjące tornado, strachliwie podrywa się do góry, bo wydaje mu się, że ucieknie, że ocaleje. A przecież nie w tym rzecz. Właściwy trop odnalazłby raczej w książce Psie serce, Michała Bułhakowa.

Jeden z bohaterów pyta tam drugiego:

- Jak się udaje panu wszędzie zdążyć?

- Zdążyć wszędzie może ten – odpowiada zagadnięty – kto nigdzie się nie śpieszy.

Z każdym dniem coraz jaśniej dociera do mnie, że im więcej lat, tym mniej przede mną. Może to najwyższa pora, by zrezygnować z tego czy tamtego, a znaleźć czas na bliskość, spojrzenie sobie w oczy, czuły dotyk, rozmowę z kimś ważnym – choćby nawet o głupstwach, czy chwilę, by sobie wspólnie pomilczeć? Intuicyjnie czuję, że poddając się wirowi codzienności skazuję sam siebie na samotność, na oddalenie. Nurtuje mnie wiele pytań, ale najtrudniejsze z nich brzmi: Czy stać mnie jeszcze na zażyłość z drugim człowiekiem, czy raczej o bliskości mogę pomarzyć tylko z poduszką?...


8 komentarzy:

  1. Typowy przykład chandry spowodowanej brakiem słońca. A tak na poważnie zamotałeś swoje życie, że nawet dla Ciebie zrobiło się trudne do zrozumienia. Nie jest to dla mnie zupełnie obcy temat. Trzeba było pogubić rozum, żeby NARESZCIE zrozumieć... zrozumieć to, że tak najważniejsza w życiu jest bliskość drugiej osoby. Nic nowego nie wymyśliłam prawda? Mądrale z nas przecież, wiemy to wszystko. 'Kolegujemy się" i ranimy "przyjaźnimy się" i ranimy jesteśmy matkami, ojcami, żonami, mężami, synami, córkami i ranimy kochamy i...ranimy. Zdobywamy, gromadzimy. Spójrz nowy samochód w garażu... dom musi być wejście z kolumnami...wakacje w tym roku Karaiby Isla Margarita. Można być szczęśliwym bez magazynowania robienia zapasów? Co się stało ze staruchą z bajki Puszkina? Przecież byli szczęśliwi zanim ta złota rybka.... itd. Wymądrzam się prawda? I wiesz co jeszcze wymyśliłam? Też chyba nic oryginalnego, ale dla mnie bardzo ważny jest człowiek. Wiem, wiem często mam za swoje. Za tego "człowieka" za naiwność, oddanie, uczynność, ofiarność, serdeczność, spolegliwość. Ale to nic, bo WARTO, bo ktoś to w końcu zauważy, bo ktoś mnie bardzo polubi, bo ktoś pokocha, bo ktoś dobrze i bezpiecznie przy mnie się poczuje. Bo dobrze milczeć ze mną, bo dobrze jest trzymać dłoń w dłoni, bo dobrze razem się śmiać, bo dobrze razem patrzeć w tę sama stronę. I dobrze jest pomarzyć o bliskości z drugim człowiekiem, a poduszka...niech zazdrości . Zbyszku kto to ma wiedzieć jak nie TY? Przecież w Twoich "Sugestiach słowa" jest wszystko o czym napisałam. Poczytaj jak Ci tak nijak. Uwierz, że książka, którą nam dałeś jest lekiem na chandrę, melancholię, przygnębienie, zasmucenie. Wiesz co teraz zrobię? Poczytam mojej poduszce ech do poduszki II tom Sugestii , bo tam jest dużo fajnych rzeczy, które wpływają na moje dobre myśli. I.... dobranoc

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu, zacznij pisać bloga - będę Ci nosił laptop!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i racja, że ludzie zatracaja sie w pogoni za dobrami materialnymi, ale na dobrą sprawę żyjemy w świecie, gdzie bodaj dwa czy trzy procent ludzi jest właścicielami ponad dziewięćdziesięciu procent światowego majątku. Reszta haruje na ich majątek, to są te wróble, które wciągnięte w trąbę powietrzną zasuwają na bogacenie się tej garstki. Masz rację Małgosiu, że powinniśmy wyluzować, ale narzucone nam realia w jakich żyjemy zmuszają nas do tego pędu. Skoro wiatr silny wieje, ten wróbelek musi szybciej macxhać skrzydełkami i walczyc, póki mu piórka nie opadną. Nowy papież mówi o ochronie bożych darów, o trosce o najuboższych, akcentuje wartości humanistyczne, ale cóż on może. Wszak jedna jaskółka (perzepraszam - jeden Franciszek) wiosny nie czyni.

    OdpowiedzUsuń
  4. W moim pierwszym tomiku satyrycznym znalazł się tekst, który trafnie oddaje poruszony tutaj temat:

    Szejkanat Orlenu

    Młody, spasiony król nafty wygodnie rozsiadł się w siodle,
    Bo właśnie przeliczył kasę, którą przysyła mu Orlen.
    „Od dzisiaj w nosie mam prawo, a sprawiedliwość mi zwisa;
    byleby żyło się klawo, nic mi nie zrobi komisja.”

    Pognał wielbłąda do przodu, odeszły precz troski wszelkie:
    „Wreszcie mam forsy jak lodu. Ach jak to dobrze być szejkiem!”
    Mocno pod boki się ujął, bo w głębi suchego lądu,
    Ciężko na niego harują stada strudzonych wielbłądów.

    Na gospodarczej pustyni szejk wciąż obcina im płace,
    A liczni beduini tłuką im zadki korbaczem.
    Jaskrawe pali ich słońce, garby podwójnie się garbią,
    Nie piją po dwa miesiące – przecież pracują na czarno!

    Tylko im głos muezzina na licznych radiowych fallach,
    O modłach wciąż przypomina swoim przeciągłym: „O Allah!”
    A kiedy kosmate czoło w trudzie zalewał im pot,
    Wspomnieli przodka, co w ZOO przeskoczył kiedyś przez płot.

    Chyba by tego nie zrobił gdyby mu przyszło do głowy,
    Że ogród zoologiczny zmieni na namiot cyrkowy.
    Płynie myśl między baktriany nad Eurazjoafryką:
    Wielbłąd, co był hodowlany, nie będzie umiał żyć dziko!

    OdpowiedzUsuń
  5. O, Fred! Pojechałeś metaforyką przed publiką, i to na cztery czwarte!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie, że ktoś przelał na papier (monitor?:)) moje własne przemyślenia. Od kiedy zaczęłam swoje "kariery w korporacjach" przestałam wierzyć w zniesienie niewolnictwa. "Nie ziewaj!", "uczesz się!", "Pani Michalino, jak pani wygląda? Śliwka wybuchła? Śliwki nie wybuchają!".
    I faktycznie. Pracuje się całymi dniami tylko po to, żeby pod koniec miesiąca jeździć na gapę w tramwajach. (Gdybym była takim wróblem mogłabym przynajmniej latać za free!!! :D )

    Ostatnio przeglądając strony najróżniejsze w trakcie wieczornego odmóżdżania trafiłam na stwierdzenie, że " jeśli nie pracujesz to nie masz za co żyć. Jeśli pracujesz-nie masz kiedy żyć!". Przyklasnęłam z radością, że komuś tak ładnie udało się ubrać w słowa to co widzę w oczach moich kochanych współpracowników z kasy obok! :)

    (!) Znalazłam jedną nieścisłość w tekście: średni czas życia tornada wynosi z tego co pamiętam kilkanaście minut.

    Pozdrawiam-Miśka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nook nook pingu6 kwietnia 2013 17:45

      To proste - ci, którzy mają kasę - np właściciele korporacji czy banków przy dopingu polityków - pilnują, byś nie obrastała w siłę, zarazem pilnując, byś nie zdychała z głodu. A najlepiej, jak weźmiesz kredyty - jesteś NIEWOLNIKIEM I ŻEBRAKIEM, nie podskoczysz. Rewolucji nie zainicjujesz -bo i po co? Masz za dużo do stracenia, mimo, że zarazem jesteś finansowym ZEREM, a nawet "mniej, niż zeroo-o" - jeżeli spłacasz coś.
      Recepta: usamodzielnij się, załóż jakiś interes. Moja babcia mawiała: "Pamiętaj, wnusiu: lepszy gówniany interes, niż złota praca". A Twoja praca nawet chyba nie jest miedziana, co najwyżej papierowa, jeśli masz "modną" umowę...
      A jeżeli średni czas tornada jest rzeczywiście taki krótki, to zabrzmiało to jak otucha, może mój życiowy cyklon też krótko będzie trwał a po burzy wyjdzie zza chmur w końcu słońce...

      Usuń
    2. Oj tam, najważniejsza jest metaforyka, Pani Niewolnico!

      Usuń