niedziela, 14 kwietnia 2013

Jak tato zrobił narzeczonemu kuku!


     Marian, mój sąsiad, wzbudza w okolicy powszechny respekt tężyzną ciała. Potężne, pleczyste chłopisko, o dębowych barach i sposobie poruszania się drwala. Nie lubię mu nawet podawać ręki, bo ma taki ścisk łapskach, że na samą myśl bolą mnie kości.

     Co ważne, Marian od paru lat jest wdowcem, obarczonym wychowywaniem dwójki synów i córki. Chłopaki mają już powyżej dwudziestki, więc puszcza ich na dyskoteki, córkę nie, bo zaledwie piętnastolatka – choć prawdę mówiąc wygląda co najmniej na dwadzieścia. Nie powiem, dziewczyna jak się patrzy – ma wszystko, o czym chłopcy mogliby tylko zamarzyć. Szczupła w pasie, za to w biodrach i w biuście niewąska.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Pozwól dorosnąć swojemu staremu!


        Rozmawialiśmy przez telefon o jego kłopotach z dorastającym synem. Nie przedstawiało się to najlepiej. Od dłuższego już czasu ich wzajemne relacje były obolałe, a obecnie jeszcze bardziej się zaogniały. Wiadomo, ‘ojciec to pierwszy rywal każdego nastolatka, w okresie, w którym ten staje się mężczyzną’. Rodzic prezentował postawę koguta na własnym podwórku. Za nic nie mogli się dogadać.

      Nie chciałem się wtrącać, coś jednak należało powiedzieć.

- Hindusi stosują wobec syna jedną dobrą zasadę – mądrzyłem się. – Do siódmego roku życia obchodzą się z nim jak z władcą, do piętnastego, jak z poddanym, a później już jak z przyjacielem.

      Podumał, podumał i odparł:

- Myślę, że pierwsza rada jest zbyt trudna dla ojca, druga za trudna dla syna, a trzecia nie nadaje się dla nich obu.

niedziela, 7 kwietnia 2013

O człowieku, który obciął sobie stopy, żeby kupić za nie buty

     Poznałem go w barze hotelowym. Wyglądał na mężczyznę dość już sobie   posuniętego w latach, grubo powyżej siedemdziesiątki. Siwe, mocno przerzedzone włosy, pomarszczona cera, zapadłe policzki i podkrążone oczy. Pił wodę z cytryną, ale postawił mi drinka i nieoczekiwanie zapytał, ile bym mu dał lat. Grubo po ósmej dziesiątce! Ale trzeba być grzecznym, więc mówię, że pewnie coś koło sześćdziesiątki.

     Uśmiechnął się pobłażliwie, wyjawiając swój prawdziwy wiek:

- Pięćdziesiąt cztery.
- Pięćdziesiąt cztery?! – powtórzyłem z niedowierzaniem.