niedziela, 14 kwietnia 2013

Jak tato zrobił narzeczonemu kuku!


     Marian, mój sąsiad, wzbudza w okolicy powszechny respekt tężyzną ciała. Potężne, pleczyste chłopisko, o dębowych barach i sposobie poruszania się drwala. Nie lubię mu nawet podawać ręki, bo ma taki ścisk łapskach, że na samą myśl bolą mnie kości.

     Co ważne, Marian od paru lat jest wdowcem, obarczonym wychowywaniem dwójki synów i córki. Chłopaki mają już powyżej dwudziestki, więc puszcza ich na dyskoteki, córkę nie, bo zaledwie piętnastolatka – choć prawdę mówiąc wygląda co najmniej na dwadzieścia. Nie powiem, dziewczyna jak się patrzy – ma wszystko, o czym chłopcy mogliby tylko zamarzyć. Szczupła w pasie, za to w biodrach i w biuście niewąska.


     Razu pewnego Marian przychodzi do mnie i pyta:

- Jak jej to wyperswadować?

- Ale dlaczego nie chcesz puszczać córki na dyskoteki? – dociekam.

      A on na to:

- No popatrz na nią. Nie dość, że głupia, to jeszcze stale kręcą się koło niej jakieś podejrzane chłopaczyska. Jak pójdzie na dyskotekę to z brzuchem wróci jak nic.

- Powiedz jej o tym – proponuję.

- Ale jak?…

- Powiedz jej – klaruję mu - że chłopaków puszczam, a ciebie nie, bo chłopaki nie mogą zajść w ciąże, a ty możesz.

     Nie wiem, jak to się stało, jakimś sposobem przemówił jej do rozsądku, posłuchała. Niedawno jednak zaczął przyjeżdżać do niej przystojny 19-latek na motorze, i dawaj wieczorami zabierać dziewczynę na wycieczki do lasu. Więc Marian znowu przychodzi do mnie i pyta:

- Jak jej to wyperswadować?

Wtedy mu powiedziałem:

- Marian, to nie jej tylko jemu musisz wybić z głowy takie pomysły.

- Ale jak?…

     Akurat poprzedniego dnia widziałem film, w którym pokazywali podobną historię, więc powtórzyłem mu co i jak. Ale bardziej dla żartów niż serio. Tyle że Marianowi dwa razy
nie trzeba było gadać, już nazajutrz było po wszystkim; chłopak natychmiast zerwał z jego córką. Ba, żeby tylko! Tak się przestraszył, że gdy widział Mariana z odległości, zmykał na drugą stronę ulicy, żeby się czasem z nim nie spotkać.
 

    A teraz Marian ma do mnie pretensje, bo córka się do niego ciska, że narzeczonego jej przegonił.

- A coś mu powiedział? – pytam.

- To, co mi radziłeś. Wziąłem go za klapy, podniosłem z tym jego motorem do góry, bo się uczepił nogami, i mówię: "Pamiętaj, cokolwiek zrobisz mojej córce, zrobię ci to samo!".

- Czyś ty zwariował?! – wołam przerażony. – Ja tylko żartowałem!



Ale gadaj zdrów, Marian wie swoje - że niby mu źle poradziłem. Sprawa przyjęła zdecydowanie nieprzyjemny obrót. Czuję, że robi się gorąco i tylko patrzeć, jak mi zaraz wygarnie, więc tłumaczę mu czym szybciej:


- Marian, ale jeśli on chciał jej zrobić to samo, co ty byś mu zrobił, gdyby on jej zrobił to, co zamierzał, to się ciesz! Gdzież to takie rzeczy z 15-latką wyprawiać!

     Marian przez chwilę mózgował coś sobie w głowie… mózgował… aż wreszcie gada:

- Co racja, to racja!

     I jakoś mi darował, poszedł sobie do domu.

     Uff, niebezpieczne te dobrosąsiedzkie rady…

Zobacz inne opowiadania:

8 komentarzy:

  1. Uśmiecham się do wspomnień...Ech ci mężczyźni,tatusiowie,już nie tacy przystojni łysiejący, szpakowaci ze swoimi kudłatymi, zboczonymi myślami. I te córki,aniołki,które chcą uchronić przed brojeniem takich jacy oni byli sami. Hmm pozdrawiam wszystkich tatusiów córek.Jesteście kochani i wspaniali ze swoją opiekuńczością,która wyzwala we mnie takie wzruszenie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu,dziękuję za pozdrowienia.Jestem ojcem trzech córek!! Wyobrażasz sobie mękę jaką przeżywam za każdym razem gdy wychodzą z domu? Masz rację wynika to z niezbyt chwalebnej przeszłości.Randkowało się przecież też z czyimiś córkami. Mam za swoje.Pozdrawiam Małgosiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ojcem trzech córek, lecz nie mam takich dylematów. Procentuje wspólnie spędzany czas, można było dzieciom przekazywać mądrość życiową, przestrzegać przed pewnymi zjawiskami itp itd... Teraz są w zasadzie dorosłe, uczą się, studiują. Nie marnotrawią czasu na imprezach w niezbyt doborowym towarzystwie, nie marnują sobie przyszłości będąc na progu dorosłości. Nie martwię się więc, co robią za moimi plecami - z pewnością nie głupoty. Ale powtarzam - czas dla dzieci, póki są dziećmi - MUSI się znaleźć!!!

      Usuń
    2. Wiesz co jesteś świetnym tatą. Rola ojca w wychowywaniu dzieci jest bardzo ważna, a niestety często tatusiowie wycofują się z codziennej pracy nad usamodzielnianiem się dziecka.Spokojnie można dać córce przepustkę w emocjonalnie zdrowe, dorosłe życie, jeżeli Ty to dziecko dobrze znasz co za tym idzie ufasz mu. To zawsze procentuje!

      Usuń
  3. W moim przypadku tą zabraniająco-strzegącą osoba była (i chyba nadal jest) mama :) jestem już mężatka a nadal: "ubierz się ciepło, zimno ci!", "po co tam idziesz?", "znowu impreza?" i :"o której wrócisz?":) Ale ma to swój urok!

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Zbyszek.
    Mimo, że jestem kobietą wykształconą, obytą,zamożną, w oczach meżczyzn - piękna,"światową" - jak kiedyś się mawiało,to moje Obyczaje moje były wagi ,hmm, lekkiej, jesli nie piórkowej. Krótko mowiąc, prowadziłam się lekko jak mercedes klasy s. Ale od pewnego czasu prtzezywam metamorfozę a to z powodu lektury Grzechu przemilczenia.
    Nie, zebym czytała to na kolanach, ale w pewnym sensie chyba się nawróciłam! I niniejszym dziękuję panu za tę książke a piszę tego posta też po to, by móc o tej powiesci wyrazić się na tym forum: POLECAM!!!
    Spotkam pana z całą pewnością , "upoluję pana" na jakimś spotkaniu z czzytelnikami, musze, koniecznie muszę osobiscie podziękować patrzac panu w twarz! To bedzie z całą pewnością wielkie dla mnie przezycie. dziekuję raz jeszcze.
    dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Dorota.
      Jeśli chodzi o polowanie, proponuję jakieś forum randkowe, i to koniecznie na trzeźwo, a nie w stanie alfa! A jeśli chodzi o metamorfozy, bardziej się Pani przyda książeczka do nabożeństwa niż moja powieść!

      Usuń
    2. Panie Zbigniewie, przepraszam... a swoja drogą ma pan .. holerrrrrna intuicje!! Skąd pan wiedział , że bylam na rauszu. A moje "upolowanie" ma wyłącznie na celu upolowania okazji, by móc panu osobiscie podziękować za te książkę. Tak bez żadnej ironii - naprawdę ta książka zmieniła moje życie na +, nie potrzebuję książeczki do nabożenstwa, (twierdze za moją blogoslawionej pamięci Babcią, ze gdy na rynku religii faryzeusze przestali sie liczyć, tę nisze na tymże rynku zajeli skwapliwie duchowni kosciola). mojego brata zmieniła w wieku 14 lat "Ziemia słonych skał" Supłatowicza a mnie, po tylu latach panska powiesc. to nie sciemnianie, prosze mi wierzyć, prosze pana. dlatego podziekuję panu osobiscie i przeproszę przy tek okazji za poprzedni post, napisany z resztą przy wydatnej pomocuy mojej prawdziwej przyjaciółki. ( Są jeszcze na swiecie prawdziwe przyjaciółki , może mi pan wierzyc. bez zadnych niewiadomoco. ona tez bardzo chciałaby pana zobaczyć, mimo, że nie czytała, moze wiec bedziemy we dwie)
      do zobaczenia i jeszcze raz przepraszam
      dorota

      Usuń