czwartek, 16 maja 2013

Kochanice śmierci


     Podobno w starożytnych Indiach niektórzy władcy utrzymywali na swoich dworach piękne dziewczęta, którym od dzieciństwa podawano niewielkie dawki trujących ziół, jadu węży i skorpionów. Nazywano je vish kanya – dziewice śmierci. Ich ciała stawały się odporne na toksyny. Lecz wystarczył dotyk dłoni, by siła życiowa ofiary słabła, pocałunek stawiał mężczyznę nad grobem, a temu, kto ośmielił się wziąć taką dziewicę w ramiona, pracodawczyni grabarzy osobiście wręczała wezwanie na cmentarz. Dziewczęta te – o ile przetrwały zabójczą dla organizmu kurację – używano do eliminowania wrogów, których nie dało się zgładzić w żaden inny sposób. Trucizna przenikała przez skórę, zwalniała tętno, zagęszczała żółć i ścinała krew.

     Wyobrażam sobie sytuację, w której vish kanya pokochała przypadkowego mężczyznę.
Świadoma, że nie może mu ofiarować tego, co kobieta pragnie ofiarować swemu ukochanemu – nie mogąc się z nim zespolić – musiała go unikać. Gotowa była cierpieć, miłując na odległość. Lecz im bardziej ona się od niego oddalała, tym bardziej on jej pożądał. Z dnia na dzień wewnętrzny opór słabł, namiętność wzbierała, by któregoś dnia odnieść zwycięstwo nad rozsądkiem. Ciała kochanków zespalało zmysłowe uniesienie, tonęli w ekstatycznym oddaniu. Nad ranem jednakże oboje czekała niespodzianka - jedno i drugie zastygało w ramionach śmierci. On był męskim odpowiednikiem vish kanya, mężczyzną przygotowywanym do uśmiercania kobiet...


     Historia ta wydarzyła się tylko w mojej wyobraźni. Ale nie bez powodu przelałem ją na swojego bloga. Razi mnie, że w massmediach z takim cynizmem atakuje się uczucia wyższe. Dlaczego tak zajadle  ośmiesza się to, co najbardziej intymne w relacjach międzyludzkich, co powinno zespalać kobietę i mężczyznę? Jeśli wierzyć różnym pseudonaukowym autorytetom, miłość romantyczna to jedynie zwierzęcy popęd, reakcja chemiczna, w najlepszym wypadku chwilowe obłąkanie. Przynajmniej tak głoszą kapłani darwinowskiego wyznania wiary, co za nimi skrzętnie powtarzają dziennikarze. Jakby wszystko z góry było wiadome: mężczyźni są tacy i tacy, kobiety takie a takie; zakochanie trwa tyle i tyle, po czym zdrada i przedstawienie zaczyna się od nowa. Dzień po dniu, systematycznie i powoli dawkuje się nam jad, który musi skutkować w określony sposób: dwoje ludzi wiąże się za sobą, kończąc tak jak zaczyna się moje opowiadanie...

     Podejrzewam, że globalnie ta indoktrynacja wymierzona jest przede wszystkim w rodzinę, jako że jest ona silniejsza niż jednostka. Mocne rodziny nie leżą więc w interesie tych, którzy pociągają za sznurki współczesnego świata. Tracimy na tym, i to sporo. Nic nie zastąpi tej formy szczęścia, która nazywa się byciem we dwoje - ani pies, ani Internet, ani czterdziestocalowy telewizor.

20 komentarzy:

  1. Piękne opowiadanie,dziękuje.W bajkach wszystko jest możliwe,miłość mężczyzny odtruwa kobietę. Ale kiedy tak naprawdę poznasz miłość to ona pomoże Ci pokonać trucicieli szczęścia.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Widzę tu błąd logiczny. Jeśli obaj byliby vish kanya to nikomu nic by się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jakimi truciznami "faszerowane" była jedno, a jakimi drugie. Poza tym to alegoria, która ma służyć za unaocznienie czegoś gorszego.

      Usuń
  3. Problem polega na tym że miesza się zauroczenie z miłością. Zauroczenie i związane z tym pragnienia rzeczywiście nie trwają wiecznie i mają cechy instynktu zwierzęcego. Trudno nad nimi zapanować i niestety zdarza się to także osobom w związkach. Miłość nie ma z tym dużo wspólnego jest stała i niezmienna, nie powstaje nagle lecz stopniowo dlatego bardzo dużo związków zaaranżowanych jest trwała podczas gdy te powstałe pod wpływem silnych i gwałtownych emocji kończą się nawet nienawiścią co w przypadku prawdziwej miłości byłoby niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twierdzę, że najszczęśliwsze związki to takie, w których serce dyktowało, kogo wybrać. A dopasowanie albo zmaleje albo się zwiększy albo pozostanie na niezmienionym poziomie - nie mamy na to wpływu! Natomiast związki aranżowane są, owszem, trwałe ale tylko STATYSTYCZNIE. Mianowicie, krajach islamskich czy w Indiach i "gdzieś tam" rozwody są potępiane. Kilkuletnia dziewczynka zgwałcona albo wyjdzie za mąż za swojego oprawcę albo zostanie ukamienowana za utrzymywanie stosunków pozamałżeńskich... Ciężkie tysiące takich tragedii... Dziękuję bardzo za związki aranżowane w taki czy inny sposób! Wpychanie ludzi w los, który sami by nie wybrali.

      Usuń
  4. Jeśli miłość każe czekać...to poczekam, chociaż czasu coraz mniej...

    OdpowiedzUsuń
  5. A propos trzmiela, tudzież komarów, os, pszczół, much itp bzyczących latających - tu nie chodzi o powierzchnię skrzydeł ale o ich ruch. Trochę podobnie jak u helikoptera.
    A co do tematu, człowiek jest zdolny zakochać się "po uszy" co parę lat.I rzeczywiście, miłość taka średnio trwa do ok trzech lat. Istnieje poza tym kilka rodzajów miłości, stąd niepotrzebne dyskusje nad czasem ich trwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wypowiedz do mnie przemawia, aż jestem ciekawa dalszych wypowiedzi na temat rodzajów miłości. Czuję się zakochana nie mając obiektu swych westchnień co to może być?

      Usuń
    2. Ależ to dziecinnie proste, wszakże inaczej kocha się narzeczonego, inaczej przyjaciela, rodziców, dzieci, "bliźniego jak siebie samego", jeszcze inaczej konia, psa, idola itd, itd. Jednak miłość jednoczesna z pożądaniem erotycznym jest właściwa wyłącznie w odniesieniu do narzeczonego/małżonka. (Mawia się o istnieniu czterech rodzajach miłości bez patologii)
      A jeżeli czujesz się zakochana w nikim/niczym konkretnym, to po prostu Twój charakter jest za bardzo wyegzaltowany. Prawdopodobnie wyrośniesz z tego, najczęściej taka, hmmm, przypadłość dotyka ludzi max. do trzeciej dekady życia (choć niekoniecznie). Buźka!!

      Usuń
  6. Protestujemy przeciwko zawieszeniu działalności tego bloga. Domagamy się następnych wpisów. W przeciwnym razie podejmiemy strajk.
    Lucki Lucek i inni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ramka 6/9 a w niej miłość...druga 100/ 50 i w niej tez miłość, jedna większa czy tylko rama duża?
    Trudno ocenić jej wielkość ,i na zdefiniowanie miłości nie śmiem się pokusić.Każdy kocha po swojemu,innymi kredkami ją maluje - to jest ciekawe.
    Jak ktoś ma szczęście kochać czy być kochanym, kilka razy w swoim życiu, jakże ciekawych doświadcza doznań...od wariacji przez ósmy kolor tęczy :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Zbyszku! Czy będziemy jeszcze mogli czytać Pana wpisy?
    Czytelnicy

    OdpowiedzUsuń
  9. Miłość jest czysta , pojawia się znikąd i nie mieści się w żadnych definicjach. Jeśli mamy to szczęście, że się nam zdarzyło pokochać i do tego z wzajemnością pielęgnujmy ją i szanujmy. Nie każdy może tego doznać i doświadczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W konfiguracjach przeciwnych (kontrastowych) klas charakteru człowiek o określonym dynamizmie znajduje u
      partnera o przeciwnym dynamizmie akurat to, czego jemu samemu brakuje, i na odwrót, u niego może partner znaleźć to,
      czego mu brakuje. Inaczej mówiąc, bierze się od partnera to, czego się potrzebuje i co partner ma do dawania, samemu
      zaś daje się właśnie to, czego partner potrzebuje. Dzięki temu obie strony znajdują sytuacje zgodne z ich charakterami.
      Konfiguracje przeciwnych klas charakterów są więc dla każdego człowieka tak dobre, że nie pozostaje mu już nic
      więcej do życzenia. Mówiąc językiem potocznym, mogą dawać poczucie "szczęścia".
      Sympatia człowieka określonej klasy charakteru do typu ludzi przeciwnej klasy charakteru będzie określana jako
      p r z y w i ą z a n i e .
      Afekt człowieka określonej klasy charakteru do wybranego człowieka przeciwnej klasy charakteru będzie określany
      jako m i ł o ś ć .
      Wymienione nazwy należy rozumieć odpowiednio do podanych definicji, abstrahując od języka potocznego, gdzie
      znaczenia ich są bardzo rozciągliwe, co przeważnie prowadzi do nieporozumień. Dotyczy to zwłaszcza wyrazu "miłość",
      używanego beztrosko do określania procesów psychicznych nie mających ze sobą nic wspólnego, jak np. partnerzy,
      rodzice, dzieci, rodzeństwo, przyjaciele, ojczyzna, sztuka, zawód, prawda, przyroda, i co tam jeszcze. Można nawet
      spotkać pseudonaukowe publikacje, których autorzy zupełnie na serio analizują różne "rodzaje miłości" nie zdając sobie
      sprawy, że podstawą ich dywagacji jest zamęt panujący w języku potocznym.
      Obfitość atrakcji, występująca w kontrastowych konfiguracjach charakterologicznych, wywołuje u osób zakochanych
      częstsze aprobaty i sprężenia, a przez to częstsze przyrosty mocy korelacyjnej i mocy dyspozycyjnej. Zachowaniu tych
      osób nadaje to (por. tablica 15. 1) objawy pozornego cofnięcia się charakteru w kierunku egzodynamizmu (pozornego,
      gdyż źródłem tych objawów u jednego z partnerów jest zachowanie drugiego partnera - z jego odejściem znikają też
      wspomniane objawy). Nic dziwnego, że zakochani zachowują się "jak odmłodzeni". Nie bez powodu więc powstał
      aforyzm, że jest się szczęśliwym, dopóki się jest młodym, a jest się młodym, dopóki się jest zakochanym
      (fragment dzieła Mariana Mazura "Cybernetyka i charakter")

      Usuń
  10. Miłość nie może pojawić się znikąd! Miłość jest nam dana, tylko nie wszyscy potrafią ją przyjąć Tu nie trzeba mieć szczęścia,Miłość po prostu jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. Drogi adwersarzu , szczęściem jest znaleźć właściwą wzajemność . Tyle się wokół dzieje, tylu ludzi poznajemy - przechodzimy obok nich najczęściej bez refleksji i zastanowienia . Jeśli zdarzy się nam przy kimś choć na chwilę zatrzymać pojawia się zwątpienie - a może chcę obdarzyć tym największym z darów kogoś , kto go nie przyjmie , nie zechce lub nie zasługuje ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, gdy miałem może ze 20 lat, zakochała się we mnie "po uszy" pewna siedemnastoletnia Ania, o gołębim sercu. Ale nie byłem w stanie odwzajemnić uczucia... Serce dyktowało inaczej! Nic na to nie mogłem poradzić. A zatem - ten, kto daje miłość, nie zawsze otrzymuje to samo w zamian i nie wynika to ze złej woli czy też pogardy albo chłodu serca u obiektu uczuć.

      Usuń
    2. Zgadzam się, mnie też przytrafiła się podobna sytuacja. I nie sposób precyzyjnie określić przesłanki która powoduje, że odczuwamy zainteresowanie bądź odrzucamy taką możliwość. To się po prostu czuje.
      W "Kochanicach śmierci" odczuwam pewną dyskryminację i zastanawiam się dlaczego autor myślał w "tą stronę" ?

      Usuń
  12. pożądanie często mylone jest z miłością. problem tkwi w tym jak je rozróżnić, bo przecie i w jednym i w drugim przypadku serce bije mocniej na widok jej/jego, tęsknimy, chcemy być razem, czujemy pociąg.. nie wiem jak je odróżnić, ale wiem że pomyłka drogo kosztuje. co do spłycania wartości miłości to człowiek nie byłby człowiekiem gdyby nie próbował sobie wyjaśnić wszystkiego co może, włącznie z tematem miłości. a żałosne tego próby tych tłumaczeń wywołują różne efekty - niektórzy obrażają się na nie, niektórzy wyśmieją, niektórzy uwierzą..

    OdpowiedzUsuń