sobota, 2 maja 2015

Daisy - błękitna tożsamość. Pokłosie

   Poniższy fragment powstał mniej więcej w tym samym okresie, w którym pisałem sztukę teatralną pt. „Daisy – błękitna tożsamość” - czyli jakieś 3 lata temu. Chodziło mi wówczas po głowie, żeby przysiąść się do powieści o Daisy von Pless. Niestety, życie potoczyło się jakoś inaczej. Ale szkice do poszczególnych rozdziałów zostały mi w archiwach. Niedawno natknąłem się na jeden z nich i zacząłem się zastanawiać, czy to tylko przypadek?…
W końcu przyszło mi do głowy, aby zamieścić jeden z roboczych fragmentów na blogu. Następnie zwróciłem się o pomoc do pani Barbary Borkowy w odnalezieniu zdjęć Daisy z tamtego okresu. Pani Basia, która pisze obecnie znakomitą książkę (wiem, bo czytałem niektóre rozdziały) na temat Daisy i jej siostry Shelagh pt. "Siostry", była na tyle uprzejma, aby udostępnić mi parę fotografii i oto jest! A zobaczymy jeszcze, co z tego wyniknie…

sobota, 28 marca 2015

Zindyczenie

    Istnieje gatunek indyków, który tak przyzwyczaja się do miejsca, w jakim sypie mu się żarcie, że wystarczy rzucić karmę kilka metrów dalej, a prędzej zdechnie z głodu niż wysili się by odszukać pożywienie. Pasza ma być dokładnie w tym i tym miejscu, i koniec, kropka. Nie można go tego oduczyć.

Bawi mnie czasem, gdy żona mojego sąsiada powtarza, że jej mąż cierpi na tę samą przypadłość. Jeśli nie ma jedzenia w lodówce, prędzej padnie z głodu niż sam sobie coś upichci lub pójdzie na zakupy. Przed każdym dłuższym wyjazdem obowiązkowo musi mu nagotować na parę dni i włożyć do lodówki. Inaczej nie znalazłby jedzenia, nawet gdyby się o nie przewrócił. Taki domowy ciapciak – zawsze myślę o nim z pewną dozą wyższości.

niedziela, 22 marca 2015

Sztuka widzenia tego, czego nie widać

     Ciekawe, jak zmieniłoby się moje postrzeganie świata, gdybym nagle zobaczył go oczyma konia hasającego po zielonej łące? Podejrzewam, że byłby to zupełnie inny widok niż ten, który pokazują mi moje własne oczy. A gdyby tak pozwolono mi ujrzeć rzeczywistość, jaką widzi żaba siedząca w kałuży na tej samej łące? Ha! To mogłoby być zaskoczeniem, prawda? Cóż dopiero, gdybym mógł popatrzeć na tę samą łąkę z perspektywy orła wznoszącego się w przestworzach? Każda z tych samych rzeczywistości byłaby zupełnie inna.
     Na dobrą sprawę można się bez trudu o tym przekonać wybierając się do Jeny, aby w tamtejszym muzeum obejrzeć soczewki wyprodukowane w miejscowych zakładach optycznych. Odpowiednio wyprofilowane szkła, pokazują, jak otoczenie postrzegane jest okiem konia, żaby i orła. Przedwojenny profesor logiki we Lwowie, Leon Chwistek, radził nawet swoim studentom, by chociaż raz obejrzeli sobie świat poprzez takie soczewki. Dopiero wtedy można zrozumieć, że o rzeczywistości nie da się mówić tylko w jednym języku.
     Opowiem w związku z tym historię, która kiedyś poruszyła mnie do głębi i do dziś siedzi mi zakamarkach serca...

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wniebowstąpienie ladacznicy

   Aby wydobyć z niej tajemnicę, musiał uciec się do wybiegu. Spoił ją, a potem przez całą noc wyciągał szczegół po szczególe. Przedziwny człowiek. Zrobiłby wszystko, żeby wiedzieć. Czy ze względu na te niekonwencjonalne metody nazywano go „szalejącym reporterem”? Tego nie wiem. Wiadomo natomiast, że to dzięki niemu znamy szczegóły zdarzenia, które łączy w sobie ‘fantastyczny romantyzm z najbardziej szarym realizmem, lot do siódmego nieba z lądowaniem w cuchnącym rynsztoku’. To on przeniósł tę historię do historii. A jeśli znalazłby się ktoś, kto potrafiłby przejść obok niej obojętnie, należałoby się zastanowić, czy pozostało w nim choć trochę człowieka.

    Po kolei jednak, zacznijmy od głównej postaci…