poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wniebowstąpienie ladacznicy

   Aby wydobyć z niej tajemnicę, musiał uciec się do wybiegu. Spoił ją, a potem przez całą noc wyciągał szczegół po szczególe. Przedziwny człowiek. Zrobiłby wszystko, żeby wiedzieć. Czy ze względu na te niekonwencjonalne metody nazywano go „szalejącym reporterem”? Tego nie wiem. Wiadomo natomiast, że to dzięki niemu znamy szczegóły zdarzenia, które łączy w sobie ‘fantastyczny romantyzm z najbardziej szarym realizmem, lot do siódmego nieba z lądowaniem w cuchnącym rynsztoku’. To on przeniósł tę historię do historii. A jeśli znalazłby się ktoś, kto potrafiłby przejść obok niej obojętnie, należałoby się zastanowić, czy pozostało w nim choć trochę człowieka.

    Po kolei jednak, zacznijmy od głównej postaci…


   Nazywała się Antonia Havlova i była jedną z najpiękniejszych praskich prostytutek początku lat osiemdziesiątych XIX wieku. Ze względu na kolor oczu nazywano ją Błękitną Tonią. Pracowała w ekskluzywnym domu publicznym, na który stać było jedynie mężczyzn wyposażonych w odpowiednio zasobne portfele. Jej ciało musiało stanowić nie lada atrakcję skoro klienci ustawiali się w kolejkach do czwartej nad ranem. Mimo że raniła serca zawistnych koleżanek, wszystko układało się jej jak najlepiej. Miała powodzenie, miała pieniądze, miała blond-kochanka, w którym była zadurzona. Miała wszystko.

   Aż tu któregoś sierpniowego poranka w domu publicznym zawitał inspektor tajnej policji ze strażnikiem więziennym i postawił paniom niecodzienne żądanie. Jedna z dziewcząt miała z nim iść do aresztu, aby spełnić ostatnie życzenie skazańca, którego nazajutrz miał być stracony. Taki wtedy panował obyczaj. Ferdynand Prokupek – bo o nim mowa – wpisał się do annałów kryminalistyki tym, że mordował młode dziewczyny i straszliwie okaleczał ich ciała. Nic dziwnego, iż żadna z prostytutek nie miała ochoty położyć się z tego rodzaju oprawcą. Zresztą legitymował się nie tylko odrażającą przeszłością, ale równie wstrętną powierzchownością. Noc z typem nie odbiegałaby specjalnie od gry w kości ze śmiercią…

   Inspektor jednak nalegał, w końcu zaczął straszyć. Nie było rady: jeśli dziewczyny chciały mieć spokój, jedna z nich musiała tam iść. Wówczas właścicielka burdelu wyznaczyła posługaczkę, która jakiś czas temu należała do prostytutek, ale choroba weneryczna oszpeciła ją nieprzyjemnie. Zapadłe plamiste policzki, czerwone oczy i ani jednego włoska na głowie – tak w skrócie można by opisać fizys nieszczęsnej. W drodze wyjątku pozwolono jej zamieszkać w domu uciech, lecz oto przyszedł czas zapłaty. Niestety, nawet ona nie zgodziła się, by Prokupek ją dotykał. Zaczęła się trząść jak galareta i wrzeszczała, że prędzej rzuci się do Wełtawy niż odda ciało zwyrodnialcowi.

   W tym momencie jeszcze nikt o tym nie wiedział, ale jedno z serc obecnych tam kobiet drgnęło, w tle zagrało współczucie. Po chwili odezwała się najpiękniejsza z nich, Błękitna Tonia:
- Ja pójdę do Prokupka – powiedziała.

   I rzeczywiście idzie. Wszyscy zachodzą w głowę, jak to możliwe – nawet dozorcy więzienni nie mogą uwierzyć, że taka ładna kobieta godzi się, by dotykało ją ludzkie ścierwo. Ale ona przekracza próg jego celi, mimo iż boi się, że zadusi ją, jak tamte dziewczyny.

   Kiedy już późną nocą wróciła do swojego pokoju, na stoliku zastała szubienicę zrobioną z tektury – dzieło zawistnych koleżanek. Był to jednak zaledwie początek. Gdy nazajutrz zeszła na śniadanie, zaczęły się z niej żywcem nabijać:
- Tylko nie sprowadź nam do domu małego Prokupka, bo jeszcze nas wszystkie wydusi!

Wieczorem zaś, gdy przyszli klienci, te łajdaczki zawołały chórem:
- Szubieniczna Toni! – i opowiadały gościom, gdzie była poprzedniej nocy.
A gdy przyszedł jej ukochany Willy, a ona chciała się do niego przysiąść, wrzasnął na cały lokal:
- Jak oddadzą mnie w ręce kata, każę cię przywołać! – i poszedł do pokoju z prostytutką, która była największym wrogiem Toni.

   Nazajutrz Tonia uciekła stamtąd, przenosząc się do dużo gorszego „salonu”. Lecz czarna legenda powlokła się jej śladem. Wyniosła się więc na ulicę, na której pracowała przez trzydzieści następnych lat – wiodąc nędzny żywot aż do samej śmierci. 

   Wtedy akcja opowiadania przenosi się do nieba; Szubieniczna Toni staje przed Najwyższym Trybunałem. Niebiański asesor pyta ją:
- Antonia Havlova, dlaczego pani wtedy poszła do zbrodniarza Prokupka?
Toni namyśla się.
- Właściwie sama nie wiem dlaczego - odpowiada w końcu.
Ale wiadomo, że chodziło o spontaniczny poryw serca.

   Egon Kisch, który uwiecznił jej historię, kończy opowiadanie w ten sposób:
‘Wtedy prezes sądu wstaje i dzwoni. Robi się ciemno, świeci tylko przezroczysty klucz. Przy dźwiękach muzyki organowej i biciu dzwonów izba sądowa zmienia się w lokal o okrągłych stolikach, przy których siedzą dziewczęta i goście. W górze unoszą się chmury.

   Toni w niebieskiej empirowej sukni jest znów młoda. Zachwycona klaszcze w dłonie:
- Ach, jak świetnie! Znów jestem w swoim pierwszym salonie!
Wszyscy goście cieszą się, że widzą Tonię, a bardzo tęga, bardzo wydekoltowana i bardzo uszminkowana burdel-mama częstuje ją papierosem.

   Kto tam jeszcze jest? Jasnowłosy Willy. Siedzi, jak zwykle, przy środkowym stoliku w jaskrawożółtych rękawiczkach i zielono-białym krawacie, i woła:
- No, kochanie, dzięki Bogu, że znów jesteś.
Toni nie może pojąć tego wszystkiego.
Wtedy Niebiański Asesor wyjaśnia:
- Każdemu człowiekowi jego królestwo niebieskie’.




1 komentarz:

  1. Tonia... poruszająca historia...

    - zawiść, która nawet najlepsze intencje "uścierwi" dla własnej korzyści i satysfakcji
    - dobro, które wraca - myślę, że tak jest, ale jestem optymistką niepoprawną ;)
    - "królestwo niebieskie" każdemu wg jego potrzeb - dla każdego co innego jest szczęściem i nagrodą.

    OdpowiedzUsuń